
Jeszcze zanim całkowicie przeniosłem się "na swoje", umieszczałem reklamę swojej "firmy" w różnych, darmowych serwisach branżowych czy ogólnie reklamowych. Dosyć szybko zaowocowało to telefonami od różnych ludzi, niestety, nie byli to potencjalni klienci.
Pierwsi, którzy zauważyli nowego gracza na rynku, byli przedstawiciele banków, firm ubezpieczeniowych czy sieci komórkowych. Nie martwiło mnie to, bo liczyłem na to, że wkrótce także klienci zaczną się mną interesować.
Czemu nie. Chwilkę zawsze mam, porozmawiać możemy. I zaczęły się sypać propozycje kont firmowych w różnych bankach (ciekawe, że skoro konto jest potrzebne do założenia działalności, to chyba oczywiste że mam już konto i raczej nie zamierzam go zmieniać), tanich kredytów, ubezpieczeń dla pracowników i pracodawców zakup czy supertanich abonamentów i telefonów za złotówkę.
A może ogłoszenie w Panoramie Firm czy strona www? Ciekawe, sam zajmuję się stronami, więc dlaczego ktoś mi to proponuje? Nie czytał profilu mojej firmy?
Nie dziękuję, nie jestem zainteresowany. Jak będę, to się z Państwem skontaktuję.
Sytuacja zaczęła się poprawiać. Klienci również zauważyli nową firmę. Mam więc część klientów z polecenia, część stałych (bo mnie już znają od lat) i niewielki procent klientów, którzy gdzieś mnie znaleźli. Reklama (chociaż darmowa) się opłaciła.
Ale czy Panorama Firm sobie odpuściła? Regularnie raz w miesiącu dzwoni ktoś do mnie z DOKŁADNIE tą samą propozycją i za każdym razem są zdziwieni, że po pierwszym zdaniu dziękuję za ofertę. Czasami nawet są urażeni do głębi, że jeszcze nie powiedzieli czego chcą a ja już tak negatywnie się nastawiam. Kilka razy rozmówca dosłownie rzucił słuchawkę ze złością.
Z banków co prawda już nie dzwonią, ale z sieci komórkowych czy ubezpieczeń owszem.
Zmienili podejście. Rozmowa wstępna to teraz zaledwie dwa-trzy zdania. Od razu przechodzą do rzeczy: kiedy możemy się spotkać? A przepraszam, czy ja wyraziłem chęć jakiegokolwiek spotkania? Po to, żeby przez godzinę wciskali mi coś, czego i tak na chwilę obecną nie potrzebuję?
Jestem raczej spokojnym człowiekiem i jeśli ktoś chce chwilkę porozmawiać (nawet jeśli to kolejne wciskanie niepotrzebnego mi produktu) to nie odmawiam. Ale jeśli ktoś dzwoni do mnie czasami dwa razy w tygodniu to może wzbudzić agresję nawet w kamieniu. A taką sytuację niedawno miałem. Dzwoniła pani z pewnej firmy ubezpieczeniowej i WYRAŹNIE powiedziałem, że nie jestem zainteresowany. Jeśli będę, to sam się skontaktuję. A już dwa dni później z tej samej firmy dzwoni inna pani i z miejsca chce się umówić na spotkanie. Ja bardzo przepraszam, ale jeśli macie tam u siebie taki burdel, że jedna osoba nie wie, co robi druga to się nie dziwcie, że kogoś w końcu równo opieprzę.
Dawno nikt mi nie proponował nowego telefonu i atrakcyjnego abonamentu...