RSS
Dzisiaj jest sobota, 19 maja 2012

ZUS czyli jak zniechęcić przedsiębiorcę

Dodał Andrzej, poniedziałek, 31-05-2010 (19:18)
Maj
31
ZUS czyli jak zniechęcić przedsiębiorcę

Nie ja pierwszy i nie ostatni ucieszyłem się z możliwości założenia własnej działalności. Brak marudnego szefa, szerokie możliwości zarobków, niezależność finansowa. Żyć nie umierać! Z czasem moja radość ustąpiła nieco miejsca zniechęceniu. Nie żebym się załamał (do tego mi jeszcze daleko), niemniej pojawiło się coś w rodzaju irytacji. A jej celem był oczywiście ZUS.

Nie będę odkrywczy jeśli stwierdzę, że każdy (a przynajmniej zdecydowana większość) po jakimś czasie rzuca gromy w kierunku owej instytucji. No bo popatrzymy:

  • Pracując na etacie, składki ZUS są wprost proporcjonalne do naszych zarobków. Coraz więcej firm kombinuje więc tak, że oficjalnie zarabiamy najniższą krajową, a resztę "pod stołem". Jaki jest tego skutek? Śmieszna emerytura, czyli można by rzec: pieniądze wyrzucone w błoto. Ale o emeryturze jeszcze napiszę.
  • Mając własną działalność składki płacimy stałe, bez względu na to, czy nasze miesięczne dochody oscylują w okolicy 10kPLN czy 1kPLN. O ile w pierwszym przypadku jest to niewielki procent zarobków o tyle w drugim to prawie całość (dobrze, że przez 2 lata jest ulga, ale co potem?).

Wychodzi na to, że żeby mieć z czego żyć, trzeba najpierw zapłacić spory haracz. Zupełnie jak mafii, tylko tutaj jest to zgodne z prawem.

Zastanawiające jest to, dlaczego składki są takie wysokie? W każdym innych cywilizowanym kraju składki odpowiedników ZUSu są niskie, ludzie zakładają firmy, pracują, zwiększają PKB. I wszyscy są zadowoleni. A u nas? Na co idzie cała ta kasa?

Emerytury? Bez żartów. Osobiście nie znam osoby, która byłaby w stanie utrzymać się z ZUSowskiej emerytury.

Świadczenia zdrowotne? Owszem, podstawowe. Przy czym jakość leczenia jest tak niska, że szkoda gadać. Praktycznie sprowadza się do tego, że lekarz umawia od razu na wizytę prywatną (płatną oczywiście). Nie raz słyszałem, że ktoś nie dostał recepty czy skierowania na badanie specjalistyczne od lekarza z ubezpieczenia. Znajoma musiała umówić się najpierw na wizytę prywatną, zapłacić, tylko po to, żeby lekarz wypisał skierowanie. W sumie to im się nie dziwię. Jaka płaca taka praca.

Ale też nie jest tak, że pieniądze wyparowują! Przecież ZUS co i raz stawia gdzieś nową siedzibę. Ręka do góry, u kogo w mieście budynek ZUSu nie jest jednym z najnowocześniejszych! Nie widzę...

Nie dziwię się więc, że ludzie albo uciekają na zmywak albo idą na zasiłek, albo kombinują na czarno. Bo tu pojawia się jeden z wielu polskich paradoksów:

  • będąc na zasiłku - za nic dostajemy pieniądze
  • pracując legalnie - musimy płacić państwu pieniądze

Wychodzi na to, że musimy płacić za to, że chcemy pracować. Ktoś tu wybrał biblijne dawanie ryby zamiast wędki. A potem zdziwienie, że takie bezrobocie albo przekręty. I robi się zbiórki dla bezdomnych, bezrobotnych, biednych. Bez sensu. Praca przecież jest. Tylko wystarczy troszkę wspomóc ludzi z inicjatywą.

Pięknie jest to ujęte tutaj:

demotywator

Znalezione na demotywatorach.


czytano: 756, komentarzy: 4, kategorie: własny biznes


Komentarze (4)

wtorek, 01-06-2010 (12:23)
No sory. Do zasiłku bezrobotnego to jest pieprzenie w bambus. Chyba nie miałeś tej 'przyjemności' byciu na takowym. W Europie zachodniej wysokość zasiłków dla bezrobotnych jest nawet nieporównywalna, a bezrobocie jest znacznie niższe.
Jeśli byś się przywalił do socjali dla alkoholików, wyłudzaczy - fałszywych rencistów to bym się zgodził.

Poza tym masz rację właśnie z tego powodu nie prowadzę już firmy. Płacić haracz ZUS i US za to, że kręcę własny interes. Rozumiałbym gdybym miał jakieś stałe zarobki i wysokie, a tak? Czy się stoi czy się leży 1000 zeta sie należy ;]
wtorek, 01-06-2010 (12:35)
Andrzej
Osobiście nie miałem tej przyjemności, ale znam osoby, którym z tym dobrze. Oczywiście nie są to zwykli, uczciwi bezrobotni, bo ci wcześniej czy później znajdą pracę. Ale to faktycznie są wyłudzacze, kombinatorzy, renciści ze znajomym lekarzem, który wystawił odpowiednią opinię.

Co do wysokości zasiłków w Europie zachodniej to powiedz mi, czy mają też taki wysoki ZUS. Może tam mimo wszystko własna firma nie pociąga za sobą takich kosztów jak u nas. No i jeszcze dochodzi mentalność ludzi. Większość Polaków jednak żyje jeszcze w poprzednim ustroju i ma podejście 'czy się stoi czy się leży...'.

BTW. 1000 zeta jak na Wawkę to niezbyt dużo :)
wtorek, 01-06-2010 (19:07)
Andrzej
1000 dla poborców się należy. O mentalności tych 'szacownych' instytucji pisałem.

Z wysokością quasi-zus'a za granicą różnie bywa. W Irlandii płacisz na rok 170 euro i jako dowcip jesteś na dzień dobry ubezpieczony (podstawowe świadczenia, zresztą i tak się płaci za wizyty), jak masz dochód - płacisz, nie masz - nie płacisz. Im mniej państwa w zarobkach i pracy (konkretniej w płacy) tym lepiej sobie państwo radzi jako całość. Ale wyobraź sobie tych wszystkich burmistrzów, wojewodów, ich koleżków i rodziny... pozbawiłbyś ich pracy, bo kto by na nich placił? :)

Swoją drogą co do pracy - mam trochę inne podejście, jeśli pracodawca chce mnie na konkretną godzinę i jestem, a nie ma nic do roboty to szczerze powiedziawszy nie obchodzi mnie to, że nic nie robię - ma płacić, jesli nie umie korzystać jak to się ładnie teraz mówi z zasobów ludzkich to jego problem. W tym czasie mogę być w kinie czy straszyć wiewiórki w parku. Ale coś czuję, że masz na myśli opierdalaczy, który 'pracują' tak efektywnie, że zapominają po co w ogóle przyszli :D
wtorek, 01-06-2010 (19:55)
Andrzej
1000zł dla poborców - no chyba że tak :) Czasami trudno za Tobą nadążyć :)

O składkach w Irlandii wiem, sam podrzucałeś mi artykuł, zresztą był jedną z moich inspiracji przy tym wpisie :) Heh, gdyby u nas tak było...

A co do pracy, to popieram Cię w 100%. To się nazywa dyspozycyjność. W sumie był to jeden z głównych powodów zwolnienia mnie z pierwszej pracy. Szef sobie wymyślił, że skoro nie ma dla pracy, to on obniży pensję (dobrze, że nie musiałem dopłacać za korzystanie z firmowego internetu). Wtedy ja powiedziałem, że skoro mam umowę na 2/3 etatu to będę przychodził na 2/3 czasu pracy. A najbardziej ich wkurzało to, że w godzinach, kiedy właśnie zaczynał się jakiś ruch, jak już zbierałem się do domu. Bo przecież nie mogło tak być, żebym przychodził później. Miałem być rano (żeby się nudzić) i po południu (żeby pracować).

Dodaj swój komentarz:

Imię lub nick (obowiązkowe)
E-mail (obowiązkowy - nie będzie publikowany)
Strona WWW

Formatowanie: [b]pogrubienie[/b], [i]kursywa[/i], [u]podkreślenie[/u]

Powiadom mnie o nowych komentarzach do tego postu.

Przepisz kod z obrazka:
kod