
Zdjęcia na baner pochodzą z Fotolia.pl.
Pracując na własny rachunek wyrabiamy sobie z czasem pewien zestaw czynności, który poprawia efektywność i jakoś współpracy z klientem. Każdy ma swój własny sposób na prowadzenie biznesu, lepszy lub gorszy. Mój też ideałem nie jest, myślę jednak, że może posłużyć jako przykład wyjściowy dla osób zaczynających życie na własny rachunek, gdzie samodzielnie trzeba decydować o tym co, jak i kiedy zrobić, żeby wszystko było OK. Bo to już nie jak na etacie, kiedy przychodzisz na 8:00 i do 16:00 robisz to, co Ci każe szef.
Trzeba dokładnie wiedzieć, co jest przedmiotem zlecenia. Bez żadnych niedomówień. Wiele razy, jeszcze podczas pracy w agencji, spotykałem się z sytuacjami kiedy grafik otrzymywał ogólne wytyczne i z radością rzucał się w wir pracy, żeby robić kolejne projekty, bo nie trafiał w gust klienta. Ja dla odmiany zawsze wychodziłem na marudę, bo zamiast wziąć się do pracy i robić klientowi plakat, męczyłem go np. o to, co ma być na plakacie. Ale dzięki rozbudowaniu tego etapu, sam projekt był zbliżony do oczekiwań klienta i zazwyczaj kończyło się na niewielkich poprawkach. Należy dodać, że nie były to jakieś hiper odjechane kreacje (mój warsztat jest jaki jest) ale to było TO, co zamawiał klient.
Pracując na własny rachunek wyciągnięte na tym etapie informacje pomagają lepiej wycenić zlecenie, co przy minimalnej ilości informacji jest nie możliwe. Jako przykład można tu podać wpis Ile kosztuje strona. Czasami spotkanie z klientem może potrwać kilka godzin, więc jeśli to jest możliwe, staram się unikać spotkań. Z doświadczenia (nie tylko swojego) wiem, że z takich spotkań nie wynosi się niczego konkretnego. Często jest to strata czasu i wiadomo jedynie, że klient chce np. stronę internetową. Śmieszne jest wtedy pytenie o koszt. I tak potem potrzebna jest kilkukrotna wymiana maili coraz bardziej precyzujących przedmiot zlecenia.
W przypadku stron internetowych określamy kolorystykę, klimat strony, rozmieszczenie elementów, strukturę, funkcjonalność i inne drobiazgi, które nam przyjdą na myśl. Ja zawsze proszę o kilka linków do stron, które się klientowi podobają a dla mnie byłyby inspiracją. Co ciekawe, zawsze wspominam, że NIE MUSZĄ TO BYĆ BRANŻOWE STRONY a i tak często dostaję odpowiedź, że klient nie znalazł żadnej strony z jego branży, która by mu się spodobała. Muszę wtedy powtarzać, że strona nie musi być branżowa. Ot, wybiórcze słuchanie :)
Czas na przedstawienie oferty cenowej. Zadanie trudne, co też już opisywałem tutaj. W przypadku strony internetowej dobrze jest też dopisać zakres prac (to samo pójdzie później do umowy), co będzie podstawą to trzymania się planu i nie wdrażania setek pomysłów klienta, które nie były ujęte w wycenie. Jeśli chcemy pobrać zaliczkę/zadatek, to również na najpóźniej na tym etapie trzeba o tym wspomnieć, żeby klient się nie zdziwił czytając umowę.
Spisujemy umowę. Doświadczeni freelancerzy mają już swoje wzory umów, które tylko odpowiednio przeredagowują pod konkretne zlecenie i klienta. Początkujący mogą sobie znaleźć takie wzory w internecie. W planach mam przygotowanie wpisu na ten temat, ale muszę jeszcze dopracować to i owo. Opisujemy tu dokładnie przedmiot zlecenia, terminy, cenę, informację o zaliczkach i jako załącznik dodajemy zakres prac.
Jeśli bierzemy zaliczkę, to teraz na nią czekamy a w międzyczasie męczymy (często wręcz molestujemy) klienta o loga, zdjęcia, teksty (kiedyś mówiłem, że testy będą potrzebne dopiero przy wdrażaniu serwisu, ale zauważyłem, że klient tak się do tego zabiera, że im wcześniej go o to pomęczę tym większa szansa, że nie będę czekał miesiącami z gotową stroną na kilka tekstów).
Szczegóły pracy nad projektem zależą od niego samego. Zazwyczaj przy projektowaniu stron potrzeba około tygodnia na wstępny projekt, potem kilka dni na korekty (zakładam 2 korekty zbiorcze i opisuję to w umowie, żeby klient nie myślał, że będziemy dłubać drobiazgi przez pół roku) i akceptacja. W praktyce bywa różnie. Czasami korekt jest więcej, ale wystarczy poinformować klienta, że będą one wyceniane dodatkowo i szybko dochodzi do akceptacji. Inna sprawa, że czasami na kontakt od klienta czeka się tygodniami. Ale cóż robić, taki lajf. Mimo wszystko my powinniśmy być fair i w trakcie prac na bieżąco informować klienta o postępach (i przy okazji dowiadywać się, czy on sam się nie rozmyślił).
Jeśli wszystko przebiegło sprawnie i projekt jest ukończony (a najlepiej także zaakceptowany przez klienta) z radością pędzimy do niego z fakturą. Teraz pozostaje już tylko oczekiwanie na przelew i męczenie klienta co jakiś czas, dlaczego jeszcze kasa nie jest na naszym koncie ;)