RSS
Dzisiaj jest sobota, 19 maja 2012

Sprzężenie zwrotne

Dodał Andrzej, poniedziałek, 04-07-2011 (08:27)
Lip
04
Sprzężenie zwrotne

Zdjęcie na baner pochodzi z Fotolia.pl.

Pisząc pierwsze felietony do ComputerArts bałem się trochę reakcji czytelników. Nie byłem pewien, jak zostanie przyjęty opisywany przeze mnie sposób pracy, różniący się od standardów poruszanych na branżowych grupach dyskusyjnych. Okazało się jednak, że moje obawy były niepotrzebne.

Dostaję od czasu do czasu e-maile na temat moich artykułów. Spodziewałem się krytyki, ewentualnie pochwał a tymczasem są to głównie prośby o porady, jak sobie radzić na bezetacie Freelancera. Co ciekawe, są to często osoby z dużo lepszym portfolio, dłuższym stażem "na własnym", przy których czuję się jak świeżak. No bo to co jest niecałe 2 lata? Zwłaszcza, że firmy często upadają właśnie po przekroczeniu tej magicznej liczby, co zapewne jest związane z przejściem na normalny ZUS.

 

Co nas różni, że oni są na krawędzi załamania, a ja patrzę optymistycznie, chociaż ostatni miesiąc wykazał straty?

Nawet moja żona zaczyna się niepokoić nie widząc kolejki klientów i góry zleceń. Ale chyba tak to wygląda, że z jednej strony oczekuje, że będę tylko pracował i na każdą czynność nie związaną bezpośrednio z zarobkowaniem patrzy się krzywo. Z drugiej strony rodzina nigdy nie widzi, że praca w domu to też praca i często dostaję zadania do wykonania bez względu na to czy akurat dłubię palcem w nosie, czy nie wyrabiam na zakrętach. A wolny czas wykorzystuję na własne projekty i szczerze wierzę, że mi się to opłaci.

Wracając do tematu. Wydaje mi się, że większość freelancerów jest przede wszystkim grafikami (jak wcześniej na etacie), skupiają się na robieniu projektów i zamykają na otoczenie. Tymczasem we własnym biznesie trzeba być bardziej szefem i handlowcem niż grafikiem. Tak naprawdę grafikowanie schodzi na plan dalszy. Tu już się nie liczy skill (większość klientów i tak tego nie zauważy) tylko dobry kontakt z klientem i jego solidna obsługa. Im bardziej kompleksowa tym lepiej.

Pamiętam, że sam zacząłem pracę w agencji właśnie jako grafik po to, żeby siedzieć przy komputerze i mieć jak najmniej do czynienia z klientami. Nie umiałem się z nimi dogadywać. Okazało się, że i tak mnie to nie minie - zazwyczaj handlowiec klienta "łowił" a potem zostawiał mi. Z czasem nauczyłem się z nimi rozmawiać, z kilkoma zaprzyjaźniłem. Do tego stopnia, że po założeniu DG, kilku przyszło bezpośrednio do mnie omijając agencję.

Wielu z piszących do mnie ma klasyczny problem - wycena swojej pracyniepodpisywanie umów (że o zaliczkach nie wspomnę). Wszystkie te kwestie już poruszałem z prostej przyczyny: sam mam podobnie. Naszej pracy nie da się łatwo wycenić i określić "od-do". I tutaj bardziej przydają się umiejętności managerskie i negocjatorskie niż graficzne. A tego w żadnych szkołach nie uczą. Tylko doświadczenie.

 

Jeszcze o specjalizacji

Nieraz już poruszałem ten temat (i tutaj na blogu i w artykułach do CA). Tyle się o tym mówi, ale moim zdaniem to się sprawdza tylko w zespołach, gdzie każdy zajmuje się swoją działką. W działalności jednoosobowej trzeba być człowiekiem-orkiestrą. Owszem, można część projektów podzlecać, ale często podnosi to cenę. Sam kilka razy byłem w sytuacji, kiedy część prac musiałem podzlecić i okazało się, że klient znalazł agencję, która w tej kwestii obsłuży go kompleksowo.

 

Ważne żeby się nie poddawać i mieć wielką wiarę w siebie

O tym też pisałem. To my kreujemy swoje życie i tylko od nas zależy gdzie dojdziemy. Wiele osób poddaje się i wraca na etat po pierwszych niepowodzeniach. Ja powinienem wrócić półtora roku temu, kiedy przez 3 miesiące nie miałem żadnego zlecenia. Ale wytrwałem. I to jest chyba najważniejsze: wiara w siebie. Tylko że wystarczy sobie tylko tak wmawiać tylko naprawdę uwierzyć. A to wychodzi po każdej porażce. Jeśli się załamujesz to znaczy, że nie wierzysz. A jak wtedy ma uwierzyć w Ciebie klient?


czytano: 303, komentarzy: 8, kategorie: ogólne, na luzie, własny biznes


Komentarze (8)

poniedziałek, 04-07-2011 (08:59)
Również spotkałem się z różnymi opiniami na temat Twojego artykułu w CA, jednak reasumując najważniejsze było to, że w końcu pojawił się tam polski designer. To taki miły akcent narodowy pokazujący, że u nas też są zdolni graficy.
poniedziałek, 04-07-2011 (09:20)
Andrzej
Dzięki. Zdolny jak zdolny ale piszący :)
Bo jak zapewne zauważyłeś, nasze podwórko różni się znacznie od światowego. Tego mi brakowało w CA i dlatego zacząłem pisać. Jak widać, nie tylko mi tego brakowało, skoro moje teksty się ukazują :)
Łukasz Schab http://ardeum.pl/
poniedziałek, 04-07-2011 (16:30)
Andrzej
W odniesieniu sukcesu przydaje się też dobry biznesplan i pomysł na dotarcie do potencjalnych klientów.
poniedziałek, 04-07-2011 (17:13)
Andrzej
Zgadzam się. Planowanie w każdej sytuacji jest dobre, bo jak wiesz, godzina planowania potrafi zaoszczędzić 10 godzin pracy. Ja stricte biznesplanu nie miałem, niemniej każde zdanie najpierw rozpisuję, zanim wezmę się do działania. Więcej, co tydzień drukuję sobie plan dnia na najbliższe 7 dni. Dzięki temu nie muszę sie zastanawiać 'co to ja miałem zrobić' tylko robię i wykreślam :)
wtorek, 05-07-2011 (16:24)
Andrzej
Jak dla mnie najcięższa rzecz to właściwe planowanie czasu i samodyscyplina. Jeśli na tym tle nie jest najlepiej, to nawet największa wiara w siebie nie da rady ;] odpowiedni charakter to podstawa freelancera.
wtorek, 05-07-2011 (21:22)
Andrzej
'planowanie czasu i samodyscyplina' to dla wielu osób jest bardzo ciężka sprawa. I to właśnie odróżnia dobrych przedsiębiorców od pracowników etatowych.

Na pocieszenie powiem, że i z tym problemem można sobie poradzić. Kwestia, jak bardzo Ci na tym zależy i ile masz samozaparcia. Ja sam często mam takie dni, że nie mogę się zebra za robotę, robię 'jeszcze tylko to', 'jeszcze tylko tamto' i nagle pół dnia minęło a ja nic nie ruszyłem. Ale w takich chwilach pomaga mi Green-up (żeby nie było - nikt mi za reklamę nie zapłacił :)
niedziela, 17-07-2011 (07:52)
Andrzej
Witaj Andrzeju,

Miło czytać o człowieku, który mieszka w innym mieście, ale zajmuje się toćka w toćkę tym samym, ma identyczne problemy, też pije ****-up'a (zadziałała autocenzura) :P. Pisałeś o tygodniowym planowaniu i drukowaniu tego planu. Mam sprawdzoną metodę na to:
http://teuxdeux.com/ - tygodniowy plan zadań. Dobre jest w nim to, że jeśli nie wyrobisz się z czymś danego dnia to wpisane zadanie przeskakuje do kolejnego automatycznie. Proste narzędzie ale u mnie na etacie wystarczało, a teraz kiedy klientów trochę mniej, a więcej starania się o nich - też się sprawdza. Zamiast aktualnie projektowanych stron wpisuję tam spotkania z zainteresowanymi i ważne telefony, jakie muszę danego dnia wykonać.
niedziela, 17-07-2011 (21:40)
Andrzej
Dzięki za dobre słowa. Myślę, że są to realia większości osób w naszym zawodzie, tylko mało kto się do tego przyznaje (chodzi mi o problemy). Widać to zwłaszcza na grupach dyskusyjnych, gdzie w jednym wątku człowiek pisze jedno, w innym coś zupełnie innego. Wyciągając średnią widzę typowego freelancera takiego jak Ty czy ja :)

Co do programu http://teuxdeux.com to wygląda ciekawie i faktycznie przenoszenie niewykonanego zadania na następny dzień się przydaje (ja go po prostu na kartce nie wykreślam). A ogólnie planowanie przydaje się nie tylko w sprawach zawodowych. Planowanie dnia, zadań, celów na kartce papieru (czy przy pomocy programów) przynosi naprawdę wiele dobrego. Nie musisz mieć wszystkiego w głowie, bo masz na kartce, możesz spokojnie poustawiać kolejność, żeby mieć ciągłość zadań, możesz rozbić zadanie na mniejsze części (bardzo polecane przez specjalistów z samorozwoju, biznesu i okolic) i trudniej jest Ci się wykręcić od tego co masz zrobić. Znam osoby, które zdają sobie sprawę ze tego, że nie radzą sobie z organizacją a mimo wszystko nie chcą skorzystać z planowania dnia. Ale to już temat na inny wpis ;)

Dodaj swój komentarz:

Imię lub nick (obowiązkowe)
E-mail (obowiązkowy - nie będzie publikowany)
Strona WWW

Formatowanie: [b]pogrubienie[/b], [i]kursywa[/i], [u]podkreślenie[/u]

Powiadom mnie o nowych komentarzach do tego postu.

Przepisz kod z obrazka:
kod