
Zdjęcie na baner pochodzi z Fotolia.pl.
Zadano mi niedawno takie pytanie u muszę przyznać, że jest ono bardzo dobre. Zwłaszcza w ostatnich dniach, kiedy dużo się u mnie dzieje.
Jednym z minusów bycia freelancerem jest fakt, że mamy nienormowany czas pracy. 8-16 staje się wspomnieniem, nie mówiąc już o weekendach czy urlopach. Przynajmniej w tym pierwszym okresie, zanim biznes się porządnie nie rozwinie. Dochodzi do tego też brak komfortu w wyborze zleceń - bierzemy wszystko, bo nie wiadomo, czy za miesiąc wciąż będzie taki wybór. Oczywiście pomijając zlecenia typu portal aukcyjny w cenie wizytówki :)
Wziąłem, bo wszystkie są ciekawe i dobrze płatne. Może trochę się przeliczyłem. Na szczęście zazwyczaj jest tak, że kiedy ukończę pewien etap i projekt jest u klienta, mam około tygodnia czasu zanim łaskawie wyrazi swoją opinię lub zaakceptuje. I mogę w tym czasie zająć się innymi tematami.
W weekendy staram się nie pracować. Tyle słyszy się o wypaleniu zawodowym u ludzi, którzy non-stop pracują i pracują. Boję się tego i poza jakimiś drobiazgami, nie wymagającymi myślenia, robię albo swoje rzeczy (głównie abstrakcyjne ilustracje) albo gdzieś sobie jadę. No i ostatnio upubliczniłem jedną z moich ilustracji, nad którą pracowałem trzy weekendy (de facto po kilka godzin w sobotę i niedzielę). I wtedy Kamila zadała mi właśnie to pytanie.
Wiele osób śpi po kilka godzin na dobę, bo zlecenie, bo terminy, bo kolejne prace i projekty. W sumie ja też tak powinienem i często w łóżku mam wyrzuty sumienia, że godzina 20, komputer już wyłączony a mógłbym przecież porobić jeszcze trochę (lista własnych pomysłów ciągle się wydłuża i nie wiem, czy kiedykolwiek ją zrealizuję). Sęk w tym że człowiek to nie maszyna i musi odpoczywać. Różni ludzie mają różny tryb aktywności umysłu. Ja po 20 mogę co najwyżej zrobić wstępną selekcję zdjęć, poczyścić foldery ze śmieci czy odpowiedzieć na jakieś mało istotne e-maile. Kilka razy próbowałem posiedzieć dłużej nad jakimś projektem i skończyło się na tym, że w 2 godziny zrobiłem zaledwie tyle, co rano zajmuje mi 15 minut. A przez długie siedzenie rano i tak byłem nie do życia. Prosta matematyka i wyszło mi, że absolutnie nie opłaca mi się siedzieć do późna, bo więcej tracę niż zyskuję. Ergo - czas na sen zawsze musi się znaleźć :)
Na koniec pozwolę sobie trochę pomarudzić. Gdy pracowałem na etacie, pracodawcy bardzo często wymagali siedzenia po godzinach (często też bez płacenia za nadgodziny, ale nikt nie śmiał protestować więc i ja się nie wyrywałem) a potem jeszcze mieli pretensję, że wieczorem mało robimy. Cóż, z punktu widzenia szefa wygląda to pewnie trochę inaczej. Bo co innego pojeździć po klientach, wyskoczyć na obiad czy podumać nad kolejnym zleceniem, a co innego cały dzień gapić się w monitor i robić ciągle to samo - to naprawdę wykańcza. Na szczęście u mnie to już przeszłość. Idę pobawić się z kotem :)