
Zdjęcie na baner pochodzi z Fotolia.pl.
Nie zawsze ma się ten komfort pracy bezpośrednio dla klienta końcowego. Czasami są takie sytuacje (np. brak zleceń), że bierzemy się za podwykonawstwo. Bywa, że to się opłaca finansowo, bo są projekty, których samemu nigdy by się nie wyhaczyło.
Jeśli ma się stałego pośrednika, to można liczyć na stały napływ zleceń. Ale i tak trzeba uważać, bo często mają tendencję do "przekazywania" klienta. Wtedy i tak trzeba się użerać bezpośrednio z klientem a oni tylko biorą prowizję. Za co? Dlatego staram się ograniczać kontakt z klientem docelowym, niech pośrednik zarobi na swoją prowizję. Ja mam co robić przy samym projekcie.
Czasami jest problem z dodaniem projektu do portfolio. Pomijając prawa autorskie zdarzają się sytuację, kiedy projekt (np. stronę internetową) dla dużego klienta robi pewna firma a ten nagle pojawia się w naszym portfolio. Bywa, że klient nawet nie ma pojęcia, że faktycznym autorem jest ktoś zupełnie inny. Tu pojawia się inny problem - podpis w stopce. Wszytko oczywiście zależy od umowy, ale czasami jest taka, że zabrania nam dopisania się w stopce. I jest dylemat, co jest ważniejsze: czy fajne wynagrodzenie czy możliwość dopisania się w stopce?
Oczywiście kasa też nie zawsze jest fajna. Pośrednik swoje musi wziąć a klient nie będzie chciał z tej okazji płacić więcej. Ale tu wracamy do pierwszego założenia: mamy inne zlecenia czy nie.
Z drugiej strony, jeśli dobrze się dogadać z pośrednikiem (np. agencją), można wykonywać tylko swoją, zamkniętą część projektu i nie martwić się całością. Wtedy dostajemy konkretne wytyczne i oddajemy konkretny produkt, który i tak nie jest na tyle istotny, żeby walczyć o jego dodanie do portfolio.
Bycie podwykonawcą bywa też podyktowane wygodą. Na etacie nie martwiliśmy się niczym poza zrobieniem swojego i będąc "na swoim" tez nie bardzo chce nam się szukać klientów, negocjować, często użerać i żebrać o uregulowanie rachunków. Tylko jaka jest wtedy różnica między pracą etatową a freelancem?