RSS
Dzisiaj jest sobota, 19 maja 2012

Uroki bycia podwykonawcą

Dodał Andrzej, czwartek, 27-10-2011 (14:52)
Paź
27
Uroki bycia podwykonawcą

Zdjęcie na baner pochodzi z Fotolia.pl.

Nie zawsze ma się ten komfort pracy bezpośrednio dla klienta końcowego. Czasami są takie sytuacje (np. brak zleceń), że bierzemy się za podwykonawstwo. Bywa, że to się opłaca finansowo, bo są projekty, których samemu nigdy by się nie wyhaczyło.

Jeśli ma się stałego pośrednika, to można liczyć na stały napływ zleceń. Ale i tak trzeba uważać, bo często mają tendencję do "przekazywania" klienta. Wtedy i tak trzeba się użerać bezpośrednio z klientem a oni tylko biorą prowizję. Za co? Dlatego staram się ograniczać kontakt z klientem docelowym, niech pośrednik zarobi na swoją prowizję. Ja mam co robić przy samym projekcie.

Czasami jest problem z dodaniem projektu do portfolio. Pomijając prawa autorskie zdarzają się sytuację, kiedy projekt (np. stronę internetową) dla dużego klienta robi pewna firma a ten nagle pojawia się w naszym portfolio. Bywa, że klient nawet nie ma pojęcia, że faktycznym autorem jest ktoś zupełnie inny. Tu pojawia się inny problem - podpis w stopce. Wszytko oczywiście zależy od umowy, ale czasami jest taka, że zabrania nam dopisania się w stopce. I jest dylemat, co jest ważniejsze: czy fajne wynagrodzenie czy możliwość dopisania się w stopce?

Oczywiście kasa też nie zawsze jest fajna. Pośrednik swoje musi wziąć a klient nie będzie chciał z tej okazji płacić więcej. Ale tu wracamy do pierwszego założenia: mamy inne zlecenia czy nie.

Z drugiej strony, jeśli dobrze się dogadać z pośrednikiem (np. agencją), można wykonywać tylko swoją, zamkniętą część projektu i nie martwić się całością. Wtedy dostajemy konkretne wytyczne i oddajemy konkretny produkt, który i tak nie jest na tyle istotny, żeby walczyć o jego dodanie do portfolio.

Bycie podwykonawcą bywa też podyktowane wygodą. Na etacie nie martwiliśmy się niczym poza zrobieniem swojego i będąc "na swoim" tez nie bardzo chce nam się szukać klientów, negocjować, często użerać i żebrać o uregulowanie rachunków. Tylko jaka jest wtedy różnica między pracą etatową a freelancem?


czytano: 359, komentarzy: 3, kategorie: ogólne, własny biznes


Komentarze (3)

czwartek, 27-10-2011 (20:28)
Podwykonawca - fuuuj... w dawnych czasach (studia, 2-3 lata po studiach) to było jakieś 90 procent moich fuszek. Teraz sytuacja diametralnie się zmieniła, ale czasem zdarza się zrobić to i owo dla firmy trzeciej. Przez pewien okres dłubałem dla agencji czy to tu, czy tam i powiem wprost, że nie ma nic bardziej frustrującego (no, chyba, że praca na etacie z marudnym szefem, który się na niczym nie zna). Kodowałem do CMSów layouty wykonane tak ohydnie, niechlujnie, że nerwica mnie brała. Graficy (albo graficzki ; ) przewaznie nie rozumiały moich przekazów, szkiców, o co chodzi ze złotym podziałem, z równaniem linii, z liczeniem pikseli... Kasa średnia, dużo nerwów, szczególnie, gdy widziałem jak słabo jest rozwiązany w danej firmie kontakt z klientem albo jak bardzo niekumata i niekompetentna osoba prowadzi ten kontakt. Raz oniemiałem z wrażenia, gdy dowiedziałem się ile robota, którą koduję kosztuje na zewnątrz... jakieś 5x tyle, ile ja brałem za zakodowanie do laya + dodanie treści : ) ale wtedy jeszcze byłem młody, głupi, tani... ; ) Uwielbiam sam prowadzić projekt, rozmawiać z klientem, kontaktować się co do poprawek, działać, dłubać, rozmawiać, biegać, kombinować, załatwiać, konfigurować. To jest to...
Piotrek
piątek, 28-10-2011 (11:19)
O co chodzi z tymi prawami autorskimi? Przecież jak wykonuję jakiś layout czy nawet całą stronę dla agencji, która ją 'odsprzedaje' klientowi to i tak prawa autorskie do projektu ma jego twórca, agencja może mieć jedynie prawa majątkowe do projektu.
piątek, 28-10-2011 (11:44)
Andrzej
MiłoszW - masz rację w całej rozciągłości. Generalnie bycie podwykonawcą ma więcej minusów niż plusów. I jeszcze ta świadomość, że pośrednik bierze x razy więcej kasy to coś trafia... Czasami lepiej nie wiedzieć :)

Piotrek - zgadzam się z Tobą. Ale nie każdy o tym wie i zanim się dowie, robi różne problemy, zwłaszcza ex-szefowie :)

Przytoczę tu pewną zasłyszaną historię (nie znam całości sytuacji, więc mogę coś poprzekręcać). Pewien grafik (podwykonawca właśnie) dodał do swojego portfolio zrobiony layout dla jakiejś korporacji. Ta korporacja dowiedziała się o tym i zaczęła robić akcje, że jakim prawem sobie to przypisuje i takie tam i ma to usunąć bo sądy itp. (bardzo zbliżone do wielu akcji na GL, gdy jakiś gimnazjalista robi portfolio i wrzuca loga znanych marek). W każdym razie gość się stawiał, miał przecież źródła, umowę z agencją. A klient po prostu nie wiedział, że projekt został podzlecony. Może była jakaś klauzula tajności czy inne rzeczy. Nie wiem. Nie wiem też, jak to się skończyło dla tej agencji, ale chyba niefajnie. Koniec końców gość dla świętego spokoju projekt usunął, wygrał po prostu silniejszy. Czasami więc lepiej odpuścić sobie autopromocję. Gorzej jak projekt jest fajny, jesteśmy z niego dumni i nie możemy się pochwalić. Dobrze więc takie rzeczy ustalić na początku, najlepiej nawet w umowie.

Dodaj swój komentarz:

Imię lub nick (obowiązkowe)
E-mail (obowiązkowy - nie będzie publikowany)
Strona WWW

Formatowanie: [b]pogrubienie[/b], [i]kursywa[/i], [u]podkreślenie[/u]

Powiadom mnie o nowych komentarzach do tego postu.

Przepisz kod z obrazka:
kod