
Od wieki wieków Quark i Adobe rywalizują na polu programów do składu. Raz na prowadzenie wychodził XPress, raz InDesign. Trudno powiedzieć, który lepszy. Ale wraz z wprowadzeniem wersji CS4 uważam, że nie ma lepszego programu.
Bardzo długo używałem pierwszej porządnie działającej wersji czyli 2.0 (z łatkami będzie to 2.0.2). Program mały i zwinny, ogólnie robił to, co do niego należy, ale bez szaleństw. Potem nastąpiły wersje CS, które przynosiły coraz więcej dobroci. Mnie osobiście ominęły CS i CS2, przeskok na CS3 to było COŚ. W końcu przy wielu efektach nie trzeba było się posiłkować Photoshopem, wiele rzeczy dało się zrobić od ręki. Wciąż jednak brakowało mi czegoś...
Nie żebym oczekiwał czegoś konkretnego, bo cały czas liczy się dla mnie szybkość pracy, płynne odświeżanie ekranu i takie tam pierdoły, na które większość nie zwraca uwagi. Niemniej jest kilka rzeczy...
Na przykład paletka łączy. Odkąd sięgam pamięcią była tu tylko nazwa pliku, strona w projekcie, na której się dany obiekt znajdował i kilka przycisków, z których najważniejszy służył do odświeżania łącza, kiedy pojawił się żółty znaczek oznajmiający zmianę w pliku źródłowym. Teraz jednak mogę w końcu wybrać sobie całą masę informacji, jakie chcę widzieć. No i już wiem, w jakiej przestrzeni kolorów jest plik (RGB trafiają się rzadko, ale jednak trafiają, nie ma mowy o błędnym wypuszczeniu pliku). Znam efektywną rozdzielczość grafiki - coś, czego bardzo mi brakowało, bo w trakcie projektowaniu strony zdjęcia się powiększa, pomniejsza, czasami za dużo. A tak, np. podczas robienia rollupa od razu wiem, czy dana fotka nadaje się czy niekoniecznie.
Dokumenty w zakładkach są w każdym programie pakietu, ale jakoś tu mi najbardziej po podeszło i jest super. Może to kwestia przyzwyczajenia podczas pracy ze starszymi wersjami (zwłaszcza z Photoshopem).
Inteligentne prowadnice czasami przeszkadzają i w sumie zazwyczaj mam je wyłączone, jednak kilka razy naprawdę baaaaardzo mi pomogły. Może nie w sensie uratowania tyłka, ale na pewno mocno przyspieszyły kilka czynności. Cieszę się, że są.
No i (last but not least) taka mała zielona kropeczka na dole - szybkie sprawdzanie dokumentu. No coś rewelacyjnego. Dzięki temu o różnych drobnych błędach typu niemieszczący się tekst w ramce dowiaduję się na bieżąco, a nie podczas kręcenia PostScripta.
Osobiście uważam, że z całego pakietu CS4 (przynajmniej dla designerów) InDesign dostał najbardziej potrzebne ficzery, czego nie można powiedzieć o Photoshopie, w którym więcej chyba zepsuto niż poprawiono. Ale o tym już innym razem...