Niektórzy nie wyobrażają sobie życia bez internetu (ja też, ale czasami trzeba zrobić sobie dłuższą przerwę) a minimalny zasięg komórki przyprawia ich o dreszcze i stan przedzawałowy. Jeśli jesteś taką osobą, to daruj sobie resztę tekstu.
Wakacje, upały, czas urlopów. No to zapakowałem plecak, żonę i aparat i ruszyliśmy na wschód. W miejsce, gdzie cywilizacja jest szczątkowa. Między
Chełmem a
Włodawą, niedaleko
Sobiboru (miejscowość chyba znana wszystkim - jeśli nie, to polecam lekcje historii) znajduje się miejscowość zwana
Wolą Uchruską. Zaraz za nią są
Małoziemce i
Stulno. Tam właśnie pojechaliśmy.
Nie jestem specjalistą, ale w mojej subiektywnej ocenie jest to najpiękniejsze miejsce w Polsce. Chociażby z tego względu, że nie jest zbyt popularne dla turystów a więc i społeczeństwo nie jest na nich nastawione. Można wejść do lasu i przez cały dzień nie spotkać nikogo. A co zdolniejsi mogą się nawet zgubić.
Jest tam cała masa rezerwatów, spotkać można (nie wysilając się specjalnie) niemal wszystkie zwierzęta żyjące w Polsce. Żubrów co prawda nie ma, ale już żółwie błotne jak najbardziej. W okolicy jeziora
Perespa jest największa w Europie ostoja tego zwierzaka.
Są ścieżki rowerowe, więc polecam zabrać sprzęt ze sobą - przyda się. Ale dojazd też własnym samochodem, bo na te okolice PKP się wypięło i pociągów nie daje.
A zatrzymać się najlepiej u prawdziwego leśniczego, który od ponad 40 lat tam żyje i zna okolice jak własną kieszeń. Przy grillu opowie niejedną historię, pokaże takie miejsca, jakich sami nigdy nie znajdziecie. I w ogóle przyjazny gość.
Tutaj jest więcej informacji o tym gospodarstwie.
