RSS
Dzisiaj jest sobota, 19 maja 2012

Zepsuty rynek

Dodał Andrzej, wtorek, 01-12-2009 (14:34)
Gru
01
Zepsuty rynek

Często słyszy się, zwłaszcza w branżach projektowych (niekoniecznie poligraficznej) o psuciu rynku. Że ten czy inny zrobił coś poniżej kosztów, czym odebrał nam potencjalnego klienta.

Zazwyczaj tym kimś są młodzi ludzie, którzy ściągnęli sobie np. Photoshopa i wydaje im się, że są grafikami. Albo mają dostęp do internetu, ściągnęli darmowego CMS-a i już są programistami. Nawet dawno temu, w Tajemnicach Atari
Janusz B. Wiśniewski stwierdził:

"Każdy się zgodzi, że, aby zostać pilotem, trzeba skończyć stosowną szkołę. Aby zostać kierowcą, też trzeba odbyć kurs. By zostać fryzjerem, szewcem, piekarzem, też się trzeba długo uczyć. Nie wiem czemu tak wiele osób uważa, że aby zostać programistą, wystarczy kupić komputer."

Trudno się z nim nie zgodzić. Bo codziennie widzę albo plakat na ulicy zrobiony przez domorosłego "grafika", który nawet nie ma pojęcia, co to jest CMYK albo kod strony, w którym więcej jest śmieci niż istotnych rzeczy. Trudno z takim kimś konkurować cenowo, kiedy swoją wiedzę zdobywało się latami (nie mówiąc już o oprogramowaniu) i chce się za nią godziwe wynagrodzenie.

Ale taki proceder, wbrew pozorom, prowadzą także agencje reklamowe. Sam słyszałem, jak przedstawiciel handlowy mówił klientowi podczas wyceny, że nie policzy mu za projekt graficzny. OK, finansowo mi tam wszystko jedno, bo pensję miałem stałą i to firma by nie zarobiła. Ale (pomijając cios w ambicję) klienci są przyzwyczajani w ten sposób, że płacą tylko za finalny produkt a projekt otrzymują za friko. Ta sama firma miała kiedyś przewałki z innym klientem, z którym siedziałem nad folderem kilka tygodni a który później rozmyślił się. I jeszcze był zdziwiony, że za co ma płacić, skoro prace nie są ukończone?

Moim zdaniem zaniżanie ceny, żeby tylko zdobyć klienta (bo później się to odbije) to błąd. Bo przecież wcale nie jest powiedziane, że klient zostanie. Przy następnym zleceniu klient znajdzie kogoś tańszego. Zwłaszcza taki klient, który nie widzi różnicy pomiędzy złym projektem a dobrym, a już na pewno nie między dobrze napisanym kodem strony WWW a marnym szablonem wstawionym do Wordpressa.

Niedawno byłem u potencjalnego klienta (z polecenia zresztą), godzinka czekania, półtorej godziny rozmowy. Wstępne oszacowanie ceny (podałem zakres, bo do konkretnej wyceny brakowało mi jeszcze kilku danych), wcale nie wysokiej zresztą i od razu zauważyłem, że klient pomarkotniał. Oczywiście nie odezwał się (bo po co, prawda?), po tygodniu dzwonię i dowiaduję się, że za drogo. No tak, jego obecna strona internetowa jest robiona przez siostrzeńca, zapewne za dużą pizzę i coca-colę. W sumie mogłem zapytać, jaki przewidział budżet na stronę, ale może i lepiej, że nie zepsułem sobie humoru. Poczekamy, zobaczymy. Może ktoś mu zrobi taniej. Jeśli mu się efekt spodoba, to dobrze - takich klientów należy omijać szerokim łukiem. A jak wróci? No cóż... jest inflacja, życie coraz droższe... usługi również :) Niedawno nawet czytałem gdzieś takie stwierdzenie, że kto mało płaci ten dwa razy płaci.

Właśnie zajrzałem na jego stronę (nie podam adresu, bo po co reklamować?). Są zmiany. Ale z tego co widzę, stronę robił mu ten sam siostrzeniec. Tym razem chyba za piwo, przy czym piwo wypił zanim się wziął do pracy. Wszysko skacze, miga, daje po gałach... No ale skoro TO się podoba, to kłócić sie nie będę...

Oczywiście nie jest tak, że potępiam każde zaniżanie cen. Założę się, że każdy miał przynajmniej raz w swojej karierze przypadek zrobienia czegoś po kosztach, albo nawet poniżej. Są czasami sytuacje, które do tego zmuszają. Najbardziej typową jest taka, że albo zrobimy coś za półdarmo albo wbijemy w danym miesiącu zęby w parapet. Albo chcemy po prostu zdobyć doświadczenie (jeśli go jeszcze nie mamy), rozbudować portfolio, co też jest ważne. Gorzej, jak wyrobimy sobie markę taniego zleceniobiorcy i każdy kolejny klient będzie oczekiwał niskich cen. Czasami jest to zbyt niskie oszacowanie pracy. Czasami w trakcie pojawiają się nieprzewidziane trudności i koniec końców okazuje się, że projekt wyceniliśmy zbyt nisko (ale to już jest nauczka na przyszłość). Ja sam jedną aplikację zrobiłem w zasadzie za ćwierćdarmo. Ale też nie mogę powiedzieć, że nie miałem z tego żadnych korzyści. Przede wszystkim dużo się nauczyłem, zmajstrowałem sobie kilka uniwersalnych bibliotek, których już w zasadzie nie muszę rozwijać a także nawiązałem kilka interesujących znajomości biznesowych, które już mi się opłaciły. A przede wszystkim był to duży impuls, żeby opuścić dotychczasową pracę i zająć się własnym interesem (bez skojarzeń proszę).

Ogólnie rzecz biorąc obniżanie cen (ale nie zaniżanie dziesięciokrotne) jest normalnym zjawiskiem budującym konkurencję, z korzyścią dla klientów oczywiście. Zmusza to do zwiększania jakości produktów lub obniżania własnych (niejednokrotnie zawyżonych w niszowych segmentach rynku) cen. Często implikuje to wprowadzenie innowacyjności w linii produktów. Ja sam znalazłem wyjście w wyważeniu otwartych drzwi i napisaniu własnego CMS-a, który zdobywa uznanie klientów za intuicyjność i prostotę obsługi. A jako że znam cały kod źródłowy, łatwo mogę napisać potrzebne moduły i optymalny kod serwisu.

Na zakończenie (i pocieszenie) podam jeszcze jedną złotą myśl:

Jeśli Twój potencjalny klient patrzy przede wszystkim na cenę i pójdzie do gimnazjalisty, który zrobi mu taniej, to olej go. Nie jest wart, żeby być Twoim klientem i więcej byłoby z nim problemów niż korzyści (nie tylko finansowych). Spokój i pogoda ducha jest jednak ważniejsza niż jeden marny klient. A w międzyczasie możesz zdobyć dużo lepsze zlecenie, które by Cię ominęło.

P.S.
Zdaję sobie sprawę ze swoich niedostatków w dziedzinie kreacji, nie jestem chodzącym ideałem i nie mam też ambicji stać się drugim Andy Warholem (mimo zbieżności imion). Nie umiem nawet rysować. Ale wycieczki osobiste proszę kierować na maila. Komentarz skasowałem ze względu na wulgaryzmy w nim zawarte i chamstwo jego autora, który nawet mnie nie zna, a spoufalał się, jakbyśmy siedzieli razem w piaskownicy. Na komentarzach od dzieci neostrady również mi nie zależy.


czytano: 977, komentarzy: 7, kategorie: na luzie, własny biznes


Komentarze (7)

bagienny
wtorek, 01-12-2009 (23:22)
Brawo! Takich klientów nikt nie potrzebuje!
środa, 02-12-2009 (07:25)
Andrzej
Owszem. Tylko często zabierają nam cenny czas, żeby powiedzieć, że są niezainteresowani albo w połowie pracy zmieniają zdanie i rezygnują. No ale tutaj zaliczki załatwiają sprawę.
bagienny
niedziela, 13-12-2009 (13:41)
Andrzej
Oj tak. Moje zaliczki nazywają się 'konsultacjami' ;] Buraki jeszcze w darmowy sposób chcą mieć projekt free, by później pójść z gotowym pomysłem do innej firmy.
arcadio
piątek, 01-01-2010 (09:05)
Andrzej
Fajny artykuł. Ale z tym psuciem rynku to różnie bywa. Pierwsze co mi się rzuciło to fakt, że w sumie nie ma ustalonych stawek wg których można stwierdzić czy się rynek psuje czy nie, chcąc od klienta 300 zł np. za wizytówkę. Graficy itp. budują ceny często w oparciu o własne widzimisię. Do tego dochodzi choćby poczucie własnej wartości. 'System' ustalania ceny - za projekt czy za godzinę. Jednemu wystarczy zarabiać na godzinę 30 zł, inny za 50 zł nie siada do komputera... Także trochę to psucie rynku wychodzi chcąc-niechcąc.
I jeszcze jedno: dzięki za tego bloga. Najlepszego w nowym roczku.
piątek, 01-01-2010 (14:37)
Andrzej
Zgadza się, że nie ma ustalonych sztywnych stawek za zlecenie. Inaczej będzie się cenił gość po studiach, inaczej ktoś z 10-letnim doświadczeniem. Inaczej ktoś kto się 'czuje' w temacie, inaczej, ktoś kto nie jest pewien, czy zrobi to na wysokim poziomie. Czasami obsługując klienta kompleksowo (logo, wizytówka, strona www) można dać zniżkę, jakiej nie dasz robiąc tylko jedną rzecz. Niemniej są pewne zakresy cen, których warto by się trzymać. Jeśli ktoś chce za złożenie folderu 5000zł a Ty zrobisz to za 3000zł to jeszcze jakoś można to uznać. Ale co powiesz, jak przyjdzie student pełen wiary we własne siły (w końcu raz odpalił InDesigna) i bierze zlecenie za 300zł? Pomijając fakt, że na 99% nie nada się to do druku, ale klient o tym nie musi wiedzieć. Po prostu weźmie najtańszego i albo się sparzy albo nie.

Cieszę się, że blog Ci się podoba. Tobie też najlepszego!
poniedziałek, 20-09-2010 (20:21)
Andrzej
Lepiej znaleźć poważnego klienta i wykonać zlecenie za godziwą zapłatę niż celowo zaniżać wycenę aby tylko mieć jakieś zlecenie. Co z tego że połowę lub więcej czasu pracuję za darmo. Rzeczywiście im wyższa wycena tym wyższa jakość wykonanej pracy. Ubolewam tylko nad tym że często to nie jakość a niska cena jest czynnikiem który decyduje o tym że zleceniodawca godzi się na współpracę z freelancerem.
poniedziałek, 20-09-2010 (20:42)
Andrzej
Niestety taka rzeczywistość, że w Polsce patrzy się głównie na cenę. Ale to dotyczy każdej branży. Na szczęście to się powoli zmienia. Także to, że klienci przestają traktować freelancerów jako studentów z pirackim softem, tylko jak zwykłe jednoosobowe firmy. Wzrasta zaufanie i klientów przybywa.

Dodaj swój komentarz:

Imię lub nick (obowiązkowe)
E-mail (obowiązkowy - nie będzie publikowany)
Strona WWW

Formatowanie: [b]pogrubienie[/b], [i]kursywa[/i], [u]podkreślenie[/u]

Powiadom mnie o nowych komentarzach do tego postu.

Przepisz kod z obrazka:
kod